Muzeum„Zbiory Marii Skalickiej”

ozdobna linia

Muzeum bibliofilsko-artystyczne

książka

KORNEL FILIPOWICZ Romans prowincjonalny i inne historie

 

DON KORLEONE  czyli rozmowy o KORNELU FILIPOWICZ

Dziewiątego czerwca w Muzeum Marii Skalickiej odbyło się wyborne spotkanie literackie zorganizowane z okazji 105. rocznicy urodzin Kornela Filipowicza – mistrza opowiadania i małych form literackich. W związku z tą rocznicą wydawnictwo Znak zajęło się popularyzowaniem jego twórczości wydając kolejno trzy książki: „Najlepiej w życiu ma Twój kot”– listy Filipowicza i Szymborskiej (2016), „Moja kochana, dumna prowincja” (2017) oraz promowany na spotkaniu w Muzeum „Romans prowincjonalny i inne historie”. Promocja miała charakter rozmowy pomiędzy Marcinem Filipowiczem – synem Kornela, a cieszyńskim poetą Zbigniewem Machejem. W swojej interesującej rozmowie uznali, że twórczość Kornela Filipowicza powinna być publikowana tematycznie. I tak, kilka lat temu Zbigniew Machej wybrał i przygotował do druku „Opowiadania cieszyńskie” Filipowicza. Następnie ukazały się dalsze tomy wymienione powyżej, zaś wyboru dokonała najpierw Justyna Sobolewska, a następnie Wojciech Bonowicz, który mówi: „Kornel Filipowicz (1913-1990) był jednym z najwybitniejszych prozaików XX wieku. Ceniony szczególnie za krótkie formy prozatorskie. Wieloletni partner Wisławy Szymborskiej, miłośnik przyrody, piewca małych miasteczek. Przyjaźnił się z Tadeuszem Kantorem, Jerzym Nowosielskim, Stanisławem i Tadeuszem Różewiczami, Karolem Dedeciusem, Julianem Przybosiem. Był niedościgłym mistrzem, niekwestionowanym autorytetem. Jego proza jest lakoniczna i klarowna, nastrojowa i dramatyczna, a emanuje z niej niespotykaną empatia dla świata i człowieka. Poczucie humoru, duch ironii i delikatne przymrużenie oka nadają jej niezwykłą lekkość, a dar przenikliwej obserwacji sprawia, że wydarzenia marginalne, niemal banalne, pod jego piórem nabierają nowych znaczeń”.
Z kolei J. Sobolewska tak pisze: „Kiedy po latach wróciłam do opowiadań Filipowicza, zadziwiło mnie jak bardzo współczesnym zdaje się pisarzem, jak wiele mówi o nas. Jest obserwatorem tak czułym i tak wnikliwym, że trudno wychodzi się z jego opowiadań. Po tej podróży współczesna literatura może się wydać rozczarowująca (…) Moim zdaniem zwłaszcza „Moja kochana dumna prowincja” wydobywa blask, uniwersalność i ponadczasowość tej prozy.”
Marcin, syn pisarza tak wspomina ojca: „K. Filipowicz przeżył dwie wojny światowe. Był więźniem obozów koncentracyjnych m.in. w Gross Rosen. Wrócił kompletnie wyniszczony fizycznie, jednak nie utracił ducha W jego książkach – pisanych bezpośrednio po wojnie – znalazło się wiele tekstów nawiązujących do przeżyć z tego okresu. Jest znany z utworów podejmujących tematykę dylematów moralnych, szczególnie trudnych w czasie okupacji niemieckiej. W swojej twórczości próbował wniknąć w zagadkę duszy ludzkiej. Z przekonania ateista, miał duże poczucie sprawiedliwości, był empatyczny i czuły na ludzką krzywdę. Jego twórczość była odbiciem życia. Zawsze opowiadał się po stronie ludzi pokrzywdzonych, potrzebujących.

Scenerię wielu utworów stanowiły miejsca nad wodą.  Ale nie o ryby tu chodziło. Choć wędkarstwo było jego pasją, były one raczej pretekstem do snucia rozważań na temat natury ludzkiej: zmagania z samym sobą, atawistycznej skłonności do rywalizacji, zazdrości, wreszcie upływu czasu i starzenia się.

Odrębnym wątkiem rozmowy było nawiązanie do wieloletniej obecności Filipowicza w Cieszynie, zarówno tej osobistej jak i jego rodziny. Pisarz, urodzony w Tarnopolu, większość życia spędził w Krakowie, to jednak już
w dziewiątym roku życia znalazł się w Cieszynie, gdzie przebywał aż dwadzieścia dwa lata. W Cieszynie przyszły pisarz uczęszczał do szkoły podstawowej, a później do cieszyńskiego Państwowego Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego, gdzie był uczniem (a po latach przyjacielem) Juliana Przybosia. Chociaż Cieszyn z okolicami uważał za prowincję – to wspomina ją czule, zwłaszcza w „Opowiadaniach cieszyńskich”.  Filipowicz bardzo lubił przyjeżdżać do Cieszyna, nawet po wielu latach. Aktualnie wizyty są kontynuowane przez rodzinę w związku z corocznym odwiedzaniem grobów.

Jak wspomina poeta Bronisław Maj  „(…)  my „młodzi” adepci pisarstwa: Jurek Pilch, Zbyszek Machej, ja i inni…  nazywaliśmy go „Korleone”. Był dla nas bezdyskusyjnym autorytetem, busolą i pionem, był wzorem, może nawet ideałem: faceta, pisarza. To był – dla nas, „gówniarzy”, ale nie tylko dla nas – rozumiejący, a jak trzeba surowy Ojciec, Pisarz Prawdziwy. Powściągliwy, wyciszony, nigdy nie narzucał się ze swoim zdaniem, zawsze miał czas, zawsze wysłuchiwał, zawsze rozmawiał; on, dorosły facet, traktował nas jak niemal równych sobie, przy nim i my czuliśmy się ważni i poważni. Była w nim jakaś spokojna, cicha siła.” Filipowicz był więc dla młodych prawdziwym „Donem”, odegrał w ich życiach ważną rolę, lecz i owi młodzi podopieczni byli ważni dla niego – jako przyszłość literatury.

Podczas spotkania w Muzeum na stole leżały wszystkie książki Filipowicza wydane ostatnio przez Znak, nie zabrakło chętnych do zakupu, prawie wszystkie znalazły właścicieli.

Irena Maliborska

 

Polub lub udostępnij to wydarzenie